niedziela, 7 sierpnia 2016

Rozdział 17: Stary, nocny znajomy

      Przygotowałam się na nowy dzień pracy. Zacisnęłam mocno pasek od spodni, w razie czego wzięłam latarkę, paralizator i zegarek. Musiałam mieć podgląd na godzinę i to bardzo wyraźnie. Usiadłam wygodnie przed monitorem i psychicznie przygotowałam się na to, co ma nastąpić. Zdziwił mnie bardzo telefon, ale ostatecznie odebrałam. Szef.
      - Cześć, Andrea. Tak dzwonię, bo zapomniałem ci powiedzieć, że jeżeli będziesz chciała odgonić od siebie animatronika, który jest bardzo nachalny, to wystarczy, że przejdziesz na kamerę, która znajduje się gdzieś obok niego i uruchomisz dźwięk. To go zawsze przyzywa, tak jest skonstruowany. I zapomniałem ci jeszcze powiedzieć, że czasami występują awarie w dźwięku, wentylacji i na kamerach, a te guziki, które wtedy będą świecić to jest reset danego systemu. Gdy je włączysz, wszystko powinno działać jak należy. Możesz też naprawiać wszystkie trzy na raz, jakby co. To tyle, życzę ci spokojnej nocy.
      - Dziękuję bardzo, dobranoc - oczywiście, że miałam masę pytań, ale on zawsze się rozłącza, nawet nie wiem, czy usłyszał moje podziękowanie.
      Szkoda, że dopiero teraz mówi mi, że mogę Springtrap'a odgonić od siebie, gdybym to wcześniej wiedziała, to byłoby o wiele łatwiej, ale oczywiście po co? Lepiej żebym mordowała się z jakimiś robotami-psychopatami i była zdana na ich humorki. Jak on mnie wkurza.
      Rozejrzałam się po kamerkach. Znalazłam go, ale nie zdążyłam sprawdzić, co takiego robi, bo mi zniknął. Wtedy uruchomiłam dźwięk. Był to głos BallonBoy'a! Och, jak dawno go nie słyszałam. Taki dziecięcy głosik. Wprawdzie rzadko z nim rozmawiałam, ale aż zrobiłam się szczęśliwsza, gdy usłyszałam ten głos. Był niczym muzyka dla moich uszu.

      Szef miał rację. Springtrap zaraz cofnął się na poprzednią kamerę, gdzie uruchomiłam dźwięk. Bardzo ciekawy mechanizm, nie powiem. Ale także bardzo przydatny. Może się okazać, że uratuje mi to dupę.
      Zajęłam się przeglądaniem, czy przypadkiem z tamtego miejsca nie ma przejścia do wentylacji, ale nie było. Wpadłam na genialny pomysł, aby po prostu trzymać go w tym jednym miejscu. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że dźwięk się ładuje i potrzeba chwilę czasu, aby użyć go drugi raz. Ale przynajmniej koncepcja była dobra. Zawsze coś. Będę się oczywiście starać, aby go przytrzymać, ale to normalne, że może się nie udać.
      - Andrea?!
      Podskoczyłam na krześle. Byłam tak zajęta wpatrywaniem się w kamerę, że nie zwracałam uwagi na świat dookoła mnie. Spojrzałam na wejście i omal serce nie wyskoczyło mi z piersi. W rogu stał Marionetka! Nie wyglądał tak koszmarnie jak Freddy czy Chica. Wyglądał dokładnie tak samo jak tam. Nie miał na sobie ani jednej ryski, nic co by wskazywało na to, że brał udział w pożarze i nawet pomógł mi się z niego wydostać.
      - Marionetka!
      Podbiegłam do niego i przytuliłam go mocno. On także mnie objął. Gdyby był tutaj Foxy...
      - Dlaczego płaczesz? - spytał mnie, odsuwając delikatnie.
      - Bo pomyślałam sobie, że gdyby był tutaj Foxy, to na pewno by się wkurzył - zaśmiałam się, ocierając łzy.
      - Oj, tak. Foxy pewnie zaraz zrobiłby ze mnie kupkę żelastwa nadającą się tylko na złom - zaśmiał się, ale zaraz posmutniał.
      - Jak to się stało, że nic ci nie jest?
      - Podczas tego pożaru, gdy Foxy wyniósł cię na zewnątrz, ja skryłem się w pokoju stróża, potem zawaliły się ściany i gruz zatamował przejście ogniowi, przez co przeżyłem. Właściciel tego domu dla strachów kupił mnie i dlatego tutaj jestem. A tak pro pos. Trzymaj się z daleka od Springtrap'a. To świr. Próbowałem do niego zagadać, ale on tylko mruczy coś pod nosem typu "zabiję cie" albo "chcę krwi". Ponadto ma bzika na punkcie ludzi, dlatego bądź ostrożna.
      - Właśnie! Gdzie on jest?!
      Usiadłam na fotelu, ale na kamerze go nie było. Na żadnej kamerze go nie było. Spojrzałam na wentylacje, też nic. Podrapałam się w głowę i zaczęłam myśleć nad tym, gdzie on może być. Spojrzałam na Marionetkę. On stał za nim, a raczej wychylał się zza rogu i bacznie obserwował sytuację. Wyglądało to naprawdę okropnie. Przeraziłam się nie na żarty. Nie zdołałam tego nawet z siebie wykrztusić, jedynie uniosłam palec w stronę Marionetki, a on na początku nie zajarzył, o co chodzi. Po pewnym czasie jednak się przekonał. Widziałam jak marszczy nos. Pewnie ten fetor do niego doszedł. On się zbytnio tym nie przejął. Przykleił sobie na twarz wesoły uśmiech i odwrócił się w stronę Springtrap'a.
      - No cześć, kolego! Jak tam się masz? Wiesz, ostatnio mało gadamy, a wszyscy wiedzą, że rozmowa to podstawa, więc może znajdziemy jakiś miły kącik i pogadamy, co?
      - Zejdź mi z drogi, leszczu - wysapał królik.
      Wtedy zareagowałam. Weszłam na najbliższą kamerę i włączyłam dźwięk. W oczach animatronika widziałam wielką pokusę, z którą walczył. Chciał się jej oprzeć, ale niestety przegrał tą walkę i zniknął. Pojawił się na kamerce. Zaraz odpaliłam kolejny dźwięk i tak zaczęłam go odsuwać ode mnie. Na kamerach widziałam jego wyraz twarzy. W oczach widziałam niesamowicie wielką chęć mordu, chęć krwi. Ponadto był zły, że używałam najskuteczniejszej broni przeciwko niemu. Przynajmniej to miałam, inaczej nie miałabym najmniejszych szans. Odetchnęłam z ulgą, gdy znalazł się dość daleko ode mnie. Szef miał rację. Nie mogę się rozpraszać, a wyraźnie patrzeć na kamery. Ten królik jest nieobliczalny, więc lepiej mieć się w pogotowiu. Nachylona nad monitorem skrupulatnie pilnowałam, aby nie podszedł blisko mnie.
      - Dlaczego tutaj jesteś? - spytał nagle Marionetka. Westchnęłam ciężko, ale nie oderwałam wzroku od monitora.
      - A ja wiem? Coś mnie podkusiło, aby zacząć tu pracować. Od tamtego pożaru nie mogłam znaleźć sobie pracy, po prostu nie potrafiłam się na niczym skupić. Tutaj jest inaczej. Jakby to było coś, czego szukałam od zawsze.
      - Andrea, wiem, że za nim tęsknisz, ale to nie powód, aby narażać życie dla jakiś głupich wspomnień. Zwolnij się.
      - Nie mogę. Podjęłam się tego i tu zostanę. Ja łatwo nie odpuszczam - rzekłam głosem nie znoszącym sprzeciwu.
      - Niestety, ale wiem - westchnął ciężko.
      Marionetka nic już więcej nie powiedział, ale nie poszedł sobie. Pilnował mnie do samego końca, ślepo patrząc się w jeden z korytarzy.

      Jutro jest kolejny dzień...



Rozdział następny: Rozdział 18: Nocne wspomnienia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz