Była
dwunasta. Nudziło mi się w domu, więc się nie spóźniłam. Coś czuję, że tutaj
nie będę się spóźniać do pracy.
Uśmiechnęłam
się pod nosem. Tam to co chwilę spóźniałam się, chociaż pracownicy nie mieli mi
tego za złe. Tutaj jednak nikt na mnie nie czeka. Przychodzę - jestem sama,
wychodzę - jestem sama. Nie ma się do kogo odezwać i w ogóle. Ciekawa jestem, jak długo tak pojadę. Westchnęłam ciężko.
Usiadłam
przed biurkiem i zaczęłam przeglądać kamery, gdy zadzwonił mój telefon.
Wprawdzie nie powinnam w pracy, ale gdy tylko zobaczyłam, że to mój szef,
odebrałam bez wahania.
-
Cześć, Andrea. Mam nadzieję, że wczorajsza noc dobrze ci minęła. Nie ma
wprawdzie tutaj zbytnio nic do roboty, ale to dobrze, bo możesz w spokoju
skupić się na kamerach. Radzę ci na nie dobrze patrzeć, bo w nocy mój kochany
animatronik lubi szaleć, dlatego uważaj na siebie. Przy dwukrotnym kliknięciu
na kamerę w wentylacji, możesz ją zamknąć. To tak w razie czego. To tyle, ja
muszę lecieć, mam ważne spotkanie. Pa!
-
Zaraz, jak to wariuje?! - rozłączył się.
Nie
wiedziałam, jak to mam odebrać. Czyżby ten animatronik także był żywy? Może uda
mi się z nim zaprzyjaźnić? Jednak od tego wypadku w poprzedniej pizzerii nie
mam ochoty na przyjaźnie z kolejnymi robotami. Wystarczyło mi poprzednie
towarzystwo i to, że już ich nie ma, jedynie obok mnie znajdują się ich części,
które nazbyt mnie rozpraszają. Nie chciałam ich jednak przeglądać po raz drugi.
Wywoływały zbyt wiele bólu, zbyt wiele wspomnień.