Tym
razem nie obudziłam się, byłam o tym całkowicie przekonana. Byłam wszystkiego
świadoma, ale tym razem miałam sen. Byłam w dziwnym pomieszczeniu. Nigdy nie
widziałam go na oczy. Nie było to duże pomieszczenie. W środku znajdował się
zwykły stolik, a na nim jakieś zwykłe pierdoły jak telefon, jakiś łańcuszek,
latarka. Nic ciekawego. Naprzeciw stolika stała wielka szafa. Podeszłam do
niej, ale zanim to zrobiłam, zatrzymałam się w miejscu. Nie byłam już
dzieckiem, a przynajmniej na razie.
Otworzyłam
szafę. W środku znajdowały się jakieś części. Dużo śrubek, sprężyn, jakiś
zatrzasków. Nie wiedziałam po co to komu, ale zdecydowanie było można odróżnić
części nowe od używanych. Wzięłam do ręki jedną z części używanych, akuratnie
była to jakaś śrubka. Obejrzałam ją dokładnie i gdy już miałam ją odłożyć,
spostrzegłam, że jest na niej jakaś czerwona plama. Nie chciałam się w to bardziej zagłębiać, dlatego
po prostu odłożyłam to na miejsce i szybko zamknęłam szafę. Rozejrzałam się. Po
drugiej stronie niewielkiego pokoiku na ścianie wisiała szafka. W środku
znajdowały się medykamenty; bandaże, lekarstwa - przeważnie przeciwbólowe,
maści i inne.
Nic
więcej tutaj nie było, nawet wyjścia.
Mimo
i tak panujących już tam ciemności, zrobiło się nagle jeszcze ciemniej, jakby
jakaś ciemna siła wtargnęła do środka i wypełniła całe pomieszczenie. To nie
było normalne. Na ścianach zaczęły pojawiać się pajęczyny, na meblach osadziła
się gruba warstwa kurzu, nagle zrobiły się dziwnie podniszczone, jakby były już
po prostu bardzo, ale to bardzo stare.