Obudziłam
się dość wcześnie, o dziwo wypoczęta i w bardzo dobrym humorze. Ostatnio coraz
dotkliwiej odczuwałam moją depresję, ale teraz jakby wszystko ręką odjął. Może
to dlatego, że spotkałam Marionetkę? Może dał mi nijaką nadzieję, że on żyje?
Nie wiem. Jedyne czego jestem pewna to tego, że pierwszy raz od roku świat jest
naprawdę piękny.
Zatańczyłam
dookoła stołu z Piratem, po czym zjadłam śniadanie (a może raczej kolację),
odłożyłam go i zaczęłam się ubierać. Włożyłam na siebie mundur, wzięłam latarkę
i telefon. Myślę, że nic więcej mi się nie przyda, więc spokojnie mogłam wyjść.
Zamknęłam starannie dom na klucz i ruszyłam do pracy.
Zamknęłam
za sobą drzwi domu strachów. W nocy był o wiele gorszy niż w dzień, ale nie
zwracałam na to uwagi. Zdążyłam przyzwyczaić się do takich klimatów już rok
temu. Ale oczywiście, jak to gdy mam dobry humor (albo okres) to nie dam sobie
w kaszę napluć, dlatego dzisiaj nie miałam zamiaru patyczkować się z
Springtrapem. Dałam już mu trochę ulg w wcześniejszych nocach, ale na tym się
skończyło. Ja nie będę sobie włosów z głowy wydzierać, bo temu zachciało się
rozlewu krwi. Nie ze mną te numery.
Usiadłam
przed biurkiem. Królik stał w miejscu i kompletnie się nie ruszał, co było
bardzo dziwne, ale za to na kamerze obok zauważyłam przechadzającego się
spokojnie Marionetkę. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, bo widziałam jak idzie
w moim kierunku. W sumie bardzo mnie to ucieszyło, bo ostatnimi czasy nie mam
się nawet do kogo odezwać. Z Marionetką będzie zawsze inaczej, zawsze raźniej.
Zanim
zdążyłabym powiedzieć "noc", Marionetka znalazł się przy mnie,
melodyjnym głosem oznajmujący mi, że dzień jest dobry. Spojrzałam na niego jak
na wariata, po czym sama się zaśmiałam. Teraz to ja jego sprowokowałam do tego,
aby myślała, że to ja jestem wariatką.
- A
tobie humorek się poprawił, czy co?