Obudziłam
się i pierwsze co zobaczyłam to zadowolony uśmiech Foxy’ego. Podniosłam się do
pozycji siedzącej. Przetarłam oczy i rozejrzałam się niemrawa.
-
Witaj ponownie - dostałam całusa w policzek.
- A
ty co taki delikatny? Aua! - piekący ból przeszył moje ramię.
Spojrzałam
tam i o mały włos nie wyszłam z siebie. Foxy swoim cholernym hakiem wyrył mi
literę „X” na moim ramieniu. Krew już skrzepła, ale piekło jak diabli, ponadto
to miejsce było całe czerwone. Spojrzałam na Foxy’ego, który patrzyła na mnie z
uśmiechem satysfakcji.
- Co
to ma być?
- To
znak, że należysz do mnie - odpowiedział.
Wzięłam
wdech, byłam zła i bardzo mnie to bolało, ale z drugiej strony zrobiło mi się
miło. To trochę brzmiało jak obietnica. I to nie tylko wiążąca mnie, ale także
jego. Pocałowałam go i wstałam.
Gdy
ubierałam się, lisiasty podszedł do mnie, trochę mnie poprzytulał i opatulił
mnie swoim ogonem. Zaśmiałam się, bo zaczął mnie nim łaskotać, ale udało mi się
w końcu ubrać i wyjść. Byłam głodna, a w kuchni zawsze jest coś pysznego, szczególnie
gdy Chica tam urzęduje.
Nie
myliłam się. Chica upiekła babeczki, ale wolałam ich nie ruszać, za to wzięłam
sobie z lodówki pizzę i odgrzałam w mikrofalówce.
Ledwo
włożyłam pizze do mikrofalówki, nagle wysiadł prąd. Westchnęłam. Pewnie dalej
Freddy bawił się w bezpiecznikach.