Dzisiaj
są urodziny mojej ukochanej siostrzenicy. Byłam już spóźniona, ale ja zawsze
muszę zwrócić na siebie uwagę, więc takie spóźnione wejście będzie jak
najbardziej w porządku. Spojrzałam jeszcze raz do lustra, zanim wyszłam.
Brązowe włosy swobodnie opadały mi na ramiona, delikatny makijaż podkreślał
oczy i usta. Do tego zgniłozielona sukienka przed kolano, złoty pas ciasno
opinający moją talię i złote baleriny. Kolczyki dyndały mi przy twarzy podczas
najmniejszego ruchu głową. Sama się sobie podobałam, więc byłam w stu procentach
zadowolona.
Weszłam
do pizzerii i na dzień dobry przywitały mnie gromkie okrzyki dzieci. Głosy
wydobywały się z wielkiej sali. Weszłam do sali przyozdobionej w kolorowe
dekoracje, światełka, zabawki i wiele innych. Pod ścianą na stoliku stały
prezenty, wszystkie zamknięte. Uśmiechnęłam się pod nosem. Spojrzałam na scenę
i ujrzałam jak trzy animatroniki śpiewają piosenkę. Teraz wyglądają tak
łagodnie i przyjaźnie…
Uśmiechnęłam
się. widząc moją gitarę, na której grał Bonnie. Nie umknęło mojej uwadze, że
cała trójka spojrzała na mnie, a Chica się nawet uśmiechnęła.
-
Ciocia Andrea! - usłyszałam milutki głosik mojej siostrzenicy, wyciągnęłam do
niej ręce i zrobiłam jej karuzelę. Może była już duża, ale uwielbiała to.
Śmiała się tak samo radośnie, jak trzy lata temu.